sobota, 30 marca 2013

Rozdział 2.

Wesołych świąt kochani!
Przepraszam za absurdalną ilość dialogów.
@maxsdream
***
2 maja 2012 roku.

                Zduszony okrzyk wyrwał się z ust dziewczyny stojącej naprzeciw mnie. Brunetka kilka razy zamrugała oczami, a jej spojrzenie mówiło, że nie bierze mnie na poważnie.
-Jak to nie zajmiesz się dzisiaj Rose?- ton jej głosu wskazywał na całkowite zaskoczenie.
-Normalnie. Umówiłem się na randkę, więc nie mogę się nią dziś zająć- powtórzyłem znudzony, wygodniej rozkładając się na kanapie. Stojąca nade mną Alison fuknęła zniecierpliwiona, wywracając oczami.
-Ty umówiłeś się na randkę? Z kim? Jakim cudem?- wypowiedź dziewczyny przesiąkała ironią.
-Oh, no zobacz, jakoś tak wyszło. Wiesz, tysiące, jeżeli nie miliony osób, dałoby się pokroić o kolację ze mną- uśmiechnąłem się wrednie.
-Myślałam, że…- Aly zacięła się w połowie zdania, a wyraz jej twarzy drastycznie się zmienił.
-Co myślałaś? Że całe życie będę czekać, aż uświadomisz sobie, że mnie kochasz i chcesz ze mną być? Że spokojnie będę patrzył, jak ty korzystasz z życia z Harrym, a ja siedzę w domu z Rose? No cóż, myliłaś się.
-Myślałam, że Rose jest dla ciebie najważniejsza!- wykrzyknęła obronnym tonem.
-No popatrz, też tak myślałem, w stosunku do ciebie. Ale chyba się myliłem, co? Harry zajął jej pozycję?- wiedziałem, że zachowuję się idiotycznie, ale nie mogłem się powstrzymać.
-Jak śmiesz!- wydusiła zaskoczona moimi słowami.
-Nie będziesz całe życie mnie raniła, Alison. Ten czas już się skończył, ja zaczynam nowy etap. Tkwij w swoim przekonaniu o byciu centrum wszechświata dalej, tylko wiesz co? Może boleć, jak się obudzisz i zobaczysz, co się dzieje naprawdę- podniosłem się z kanapy i ruszyłem w stronę drzwi.
-Nie znałam cię takiego Louis- głos dziewczyny załamał się w połowie zdania. Spojrzałem na nią zdezorientowany, a widząc łzy w jej oczach, pokręciłem z zażenowaniem głową.
-Proszę cię, nie próbuj teraz sztuczki z płaczem i wyrzutami sumienia. Sama na to zapracowałaś, idź do Harry’ego, może on cię pocieszy- otworzyłem drzwi i ruchem głowy wskazałem jej, że powinna już wyjść.
-Kiedy to się stało?- spytała cicho i mało precyzyjnie, jednak domyśliłem się, o co jej chodzi.
-Mniej więcej wtedy, kiedy zostałaś zabawką Stylesa- odpowiedziałem i zamknąłem za nią drzwi, nie czekając na odpowiedź.

***

                Złość, żal i zdezorientowanie roznosiły mnie od środka. Chodziłam w tą i z powrotem po sypialni Harry’ego i nie potrafiłam się uspokoić. Chłopak siedział na łóżku z laptopem na kolanach i kompletnie mnie ignorował, co również nie poprawiało mojego stanu psychicznego.
-No powiedz coś, do cholery!- wydarłam się po kilku minutach bycia ignorowaną. Harry podniósł wzrok znad ekranu, marszcząc czoło w niezrozumieniu.
-O co konkretnie jesteś wkurzona?- powiedział powoli, odkładając laptopa na szafkę stojącą przy łóżku.
-O Louisa! On się umówił na randkę, rozumiesz to? I przez to ja muszę opiekować się Rose dziś wieczorem, ygh- zakończyłam wypowiedź niezrozumiałym dźwiękiem, nie przestając krążyć po sypialni.
-Tomlinson umówił się na randkę? Z kim?- chłopaka wyglądał na szczerze zdziwionego.
-Nie mam pojęcia, nie powiedział mi- warknęłam.
- No proszę, myślałem, że tak szybko nie odpuści- parsknął ochrypłym śmiechem, na co wywróciłam oczami.
-Co cię tak bawi? Nici z naszego wyjścia dziś wieczorem, jeżeli jestem uziemiona z Rose- syknęłam, stając naprzeciwko chłopaka i piorunując go spojrzeniem.
-Wciśniesz ją Liamowi albo Niallowi i tyle- Harry wzruszył ramionami i przesunął się na łóżku tak, żeby być na równi ze mną. Swoimi dużymi dłońmi chwycił moje biodra i mruknął- mam ciekawy pomysł na zajęcie twoich myśli przez najbliższe minuty, co ty na to?
-Jesteś idiotą- zaśmiałam się, jednak pozwoliłam mu na pociągnięcie mnie na łóżko i przygniecenie ciężarem jego ciała.
-I to cię we mnie tak pociąga, co?- wychrypiał, sunąc swoimi ustami po mojej szyi.
-Tak, to też- potwierdziłam, chwytając między palce kręcone włosy chłopaka i łącząc nasze usta w mocnym pocałunku.

***

-Było… było bardzo miło- głos brunetki przełamał ciszę panującą w taksówce. Spojrzałem na jej twarz, ledwie widoczną w ciemnościach panujących w samochodzie i uśmiechnąłem się lekko.
-Dawno się tak dobrze nie bawiłem, Eleanor- powiedziałem szczerze, nie spuszczając wzroku z rozjaśnionej uśmiechem twarzy dziewczyny.
-Powtórzymy to jeszcze?- spytała cicho.
-Mam taką nadzieję. Jeżeli nie tu, w USA, to w Londynie- obiecałem radośnie. Taksówka zatrzymała się pod hotelem Eleanor, więc wysiadłem z samochodu i otworzyłem jej drzwi. Dziewczyna zatrzymała się kilka kroków od auta i spojrzała na mnie, poprawiając nerwowo włosy.
-Ym.. Do zobaczenia, Louis- pomachała delikatnie dłonią, z niepewnym uśmiechem na twarzy.
-Do zobaczenia, Eleanor- powtórzyłem nieco głośniej. Brunetka odwróciła się i powoli ruszyła w stronę wejścia do hotelu. Gdy była przed samymi drzwiami potrząsnąłem włosami, otrzeźwiając się i zawołałem- El!
                Dziewczyna słysząc wołanie odwróciła się i ze zdezorientowaniem patrzyła na mnie, gdy szybkim krokiem pokonałem dzielący nas dystans. Chwyciłem jej twarz w dłonie i delikatnie musnąłem jej usta.
-Do zobaczenia, Eleanor- mruknąłem cicho i nie czekając na odpowiedź, wróciłem do taksówki, która zawiozła mnie do hotelu.
                Przesuwając kartą po czytniku, wpuszczającym mnie do pokoju podświadomie czułem, że coś jest nie tak. Gdy tylko drzwi się odblokowały, wiedziałem już co.
                Na kanapie spał Niall z również śpiącą Rose na swoim brzuchu i zupełnie nie przeszkadzało im to, że telewizor buczał przy ich głowach. Podszedłem do nich, wyłączyłem telewizor i delikatnie wyjąłem Rose z objęć chłopaka, starając się jej nie obudzić. Włożyłem dziewczynkę do kojca i wróciłem do Irlandczyka, lekko go szturchając. Natychmiast się obudził, ze zdezorientowaniem podrywając do pozycji siedzącej. Gdy zobaczył, że to tylko ja, odetchnął głośno i odezwał się:
-Zawału prawie dostałem!
-Zamknij się, Rose śpi- syknąłem, wskazując na stojący w rogu pokoju kojec. –Gdzie jest Alison i czemu ty zajmujesz się małą?
-Tak jakby to jest ze sobą powiązane, więc odpowiem ci jednym zdaniem okej? Będzie szybciej i w ogóle- paplał bez ładu i składu, irytując mnie coraz bardziej.
-Gdzie. Jest. Alison. –powtórzyłem powoli, robiąc charakterystyczną przerwę pomiędzy wyrazami.
-Na imprezie z Harrym- powiedział szybko, nie chcąc prowokować mojego narastającego zirytowania.
-Poszła na imprezę ze Stylesem, a tobie wcisnęła Rose? Czy ona jest nie poważna?!- podniosłem głos, za co dostałem cios w ramię.
-Rose śpi, cicho- przypomniał mi Niall, na co westchnąłem głośno i opadłem na kanapę. –Uspokój się, jutro z nią pogadasz, a dla mnie to nie był żaden problem, serio.
-Ona jest jej matką i mogłaby chociaż raz na jakiś cholerny czas się nią opiekować- warknąłem, olewając jego rady.
-Wiem Lou, wiem. Ale i tak nie warto się denerwować- z niepewnym uśmiechem poklepał mnie po ramieniu.- Idę do siebie, do zobaczenia rano.
-Dziękuję Niall- powiedziałem i odprowadziłem go spojrzeniem do drzwi.
                Nie miałem siły, żeby zawracać sobie głowę myciem się czy rozbieraniem. Położyłem się na kanapie i zasypiając obiecałem sobie, że przy najbliższej okazji Alison poniesie konsekwencje.  

czwartek, 28 marca 2013

Rozdział 1.

Możliwość zadawania pytań postaciom nadal obowiązuje. 
@maxsdream
***
1 maja 2012 roku.

Dwa tygodnie, czternaście dni, trzysta trzydzieści sześć godzin, dwadzieścia tysięcy sto sześćdziesiąt minut.  Właśnie tyle minęło od chwili, która potencjalnie rzecz biorąc, powinna odmienić całe moje życie. Cholerne dwa tygodnie, w ciągu których nic się nie zmieniło, choć powinno. Na upartego można powiedzieć, że te kilka minut tylko wszystko pogorszyło.
Ale wciąż nie żałowałem.
Patrząc teraz na moje życie z boku pewnie nie znalazłaby się osoba, która trafnie określiłaby, czy jestem szczęśliwy, czy wręcz przeciwnie. Trwała trasa koncertowa, a tysiące fanek ponownie mdlało na mój widok. Robiłem to, co zawsze sprawiało mi przyjemność- śpiewałem i bawiłem się na scenie z przyjaciółmi, dostając za to kupę forsy. Wolny czas spędzałem z córką, która po kilku godzinach bez zabawy ze mną, wręcz domagała się mojej obecności. Miałem cudownych przyjaciół, którzy byli przy mnie bez względu na wszystko i nie mieli nic przeciwko kłamaniu, że Rose jest córką naszej stylistki i przyjaciółki- Alison.
I tu kryje się druga strona medalu. Alison, a może lepiej pasowałoby Alison i Harry. Zakochani i szczęśliwi, okazujący swoją miłość na każdym kroku. Nierozłączni. Harry, który przy każdej możliwej okazji pokazywał, że jest zwycięzcą, a ja wielkim przegranym. Alison, która unikała mnie jak ognia i z każdym kolejnym upływającym dniem stawała się coraz bardziej podobna do Harry’ego. Ironiczna, wredna, zawistna i dbająca tylko o swój tyłek. Nie była już tą dziewczyną, którą kochałem. Była klonem Stylesa, który zrobił z niej swoją zabawkę, wykonującą wszystkie jego polecenia. I choć oficjalnie nie byli razem, to wszystkie fanki wiedziały, że są parą i włączyły dziewczynę do ‘rodziny’.
Udawanie Aly, że między nami do niczego nie doszło, już mnie nie bolało. Bolało mnie tylko to, że dziewczyna zmieniła swoje ideały i najważniejszą osobą w jej życiu przestała być Rose, a stał się Harry. Rose była dla niej obowiązkiem, ograniczeniem przed całonocnymi imprezami ze Stylesem.
A Harry? Harry ignorował Rose jak tylko się dało. Dziewczynka dla niego nie istniała. Liczyła się tylko Aly, która stała się jego własnością, a którą Rose mu zabierała. Jedynymi momentami, kiedy dawało się odczuć, że jednak chłopakowi zależy na mojej obecności w jego życiu były te, gdy opiekowałem się Rose, a Alison mogła wyjść z nim na kolejną imprezę.
                Napiętą atmosferę pomiędzy mną, a Harrym zdążyli zauważyć już wszyscy. Pojawiały się różne domysły fanek i osób powszechnie znanych, czemu nie jesteśmy tymi idealnymi przyjaciółmi sprzed urlopu. Oh, określenie czasu, kiedy przestaliśmy być przyjaciółmi było jedyną trafną rzeczą, jaka im się udała. Niektóre domysły bawiły, inne przerażały, ale wszystkie łączyło to, że nikt nie odkrył prawdy. Z czego w sumie się cieszyłem.
-Tati!- piskliwy wrzask rozniósł się po pokoju hotelowym, przerywając moje rozmyślania. Potrząsnąłem głową i spojrzałem na dziewczynkę, stojącą w kojcu i głośno domagającą się mojej uwagi. Podszedłem do niej i wyjąłem z kojca, biorąc na ręce i okręcając w powietrzu. Rosie zapiszczała z uciechy, chwytając w swoje pulchne piąstki moje włosy i delikatnie je szarpiąc. Już po chwili w pokoju słychać było nasze śmiechy i piski mojej córeczki, które zostały przerwane pukaniem do drzwi. Nie puszczając małej otworzyłem je i skinieniem głowy zaprosiłem do środka Zayna. Zmarszczyłem nos, gdy tylko doszedł do mnie zapach dymu tytoniowego i spiorunowałem chłopaka wzrokiem, na co ten tylko wzruszył ramionami.
-Hej szkrabie! Zobacz, co wujek Zayn ma dla ciebie- zagruchał do dziewczynki, wyciągając z kieszeni skórzanej kurki ogromnego lizaka. Rose widząc go od razu zaczęła się wyrywać, wyciągając ręce w stronę Malika, który chętnie wziął ją w objęcia. Pokręciłem z rozbawieniem wzrokiem, obserwując jak dziewczynka praktycznie wyrywa mu słodycz i nieudolnie próbuje ją otworzyć.
-Zaynie otwóś!- zapiszczała, wyciągając rączkę w kierunku chłopaka i patrząc na niego rozkazująco.
-No dalej Zaynie, otwórz- powtórzyłem ze śmiechem. Wciąż bawiło mnie to, jak Rose wymawiała imię Malika i przy każdej możliwej okazji nabijałem się z tego. Zayn zabijając mnie wzrokiem otworzył lizaka i oddał go z powrotem w ręce dziewczynki, która natychmiast zajęła się jego konsumowaniem. Wróciłem do prowizorycznego, hotelowego salonu, a po chwili dołączył do mnie Malik z Rose na rękach. Widziałem, że coś go gryzło, więc przerwałem uciążliwą ciszę.
-Jest jakiś konkretny powód, dla jakiego postanowiłeś mnie odwiedzić, zamiast cieszyć się odpoczynkiem od mojej szanownej osoby?
-Nie. Znaczy tak. Znaczy no, oh cholera!- chłopak popatrzył na mnie zagubionym wzrokiem.
-Stary, o co chodzi?
-Pamiętasz Eleanor, moją koleżankę?- westchnął po chwili.
-Tą modelkę?- zmarszczyłem czoło, próbując dopasować twarz do imienia.
-Wystąpiła w kilku sesjach, taka brunetka.
-No chyba wiem, która to. Co z nią?- spojrzałem na niego podejrzliwie.
-Spotkałem ją dziś przez przypadek, ma jakąś sesję tu, w Nowym Jorku. Rozmowa przez przypadek zeszła na twój temat, no i…- zaciął się, na co uniosłem brew w zaciekawieniu. Nagle włosy Rose stały się strasznie pasjonujące dla Zayna, za co trzepnąłem go w tył głowy.
-No i?
-Poprosiła mnie, żebym cię z nią umówił. To świetna dziewczyna, naprawdę. Warto spróbować Lou!- dokończył, natychmiast zaczynając się bronić.
-Ja… nie jestem do tego przekonany- pokręciłem głową, wiedząc, że moje oczy wyrażają niepewność.
-Eleanor jest naprawdę super laską, nie dość, że jest miła, to jeszcze seksowna. Przynajmniej spróbuj, umów się z nią i po spotkaniu zdecydujesz, co dalej. To jak? –oczy na kota z Shreka zawsze dawały Zaynowi przewagę, jednak tym razem próbowałem walczyć.
-Jestem ojcem, mam ją oszukiwać, że Rose jest córką stylistki, a ja się opiekuję nią dla rozrywki? To idiotyczne..
-Nie musisz nikogo oszukiwać. Jak jej powiesz prawdę, to zostanie to między wami. Zaufaj mi, nie będziesz żałować.
-Nie mogę tak pochopnie postępować, zwłaszcza teraz, gdy ten uroczy szkrab tak szybko się przywiązuje.
-Boże, jesteś taki nudny Tomlinson. Pamiętasz jak wyglądała nasza poprzednia trasa? To było półtora miesiąca temu, a ty zachowujesz się, jakbyś był starszy o kilka, jeżeli nie kilkanaście lat.
-Bo jestem ojcem!
-Ale potrzeby chyba też masz tak!? Alison jest matką i jakoś może kręcić z Harrym!- wydarł się, a ja zesztywniałem.
-Udam, że tego nie słyszałem- syknąłem, wyciągając ręce po córkę. Zayn spojrzał na mnie z niezrozumieniem w oczach, więc dodałem- Jeżeli nie chcesz w ciągu następnych minut być rozszarpanym za ten idiotyczny komentarz to lepiej daj mi ją, żebym się uspokoił.
-Przepraszam, po prostu…- zaczął, przekazując mi Rose, która natychmiast wtuliła się w moją szyję, wciąż jedząc swojego lizaka.
-Nic więcej nie mów. Temat Alison i Harry’ego nie jest czymś, o czym chcę rozmawiać i myślałem, że o tym wiesz.
 -Musisz się rozerwać, ciągłe siedzenie w pokoju hotelowym z Rose nie poprawi twojego samopoczucia- zignorował mój komentarz, wciąż upierając się przy swoim.
-Jak na razie spisuje się o wiele lepiej, niż imprezy. Ale dzięki za troskę- zironizowałem, na co chłopak wywrócił oczami.
-Pamiętasz jak fajnie było, gdy nie miałeś żadnych zobowiązań? Jak po prostu szedłeś do klubu i wyrywałeś laskę, a rano już o niej nie pamiętałeś?- Zayn uparcie próbował bronić swojej teorii.
-Czyli według ciebie powinienem zostawić Rose z opiekunką i iść do klubu, wyrwać laskę, przelecieć ją i znowu być Louisem Tomlinsonem- skurwysynem? Nie mam zamiaru wracać do tego okresu, dużo lepiej odnajduje się w byciu dobrym ojcem dla małej.
-Yhh, nie musisz przelecieć Eleanor i o niej zapomnieć. Możesz po prostu się z nią spotykać, kto wie, czy nie wyszłoby z tego coś więcej? Może zakochałbyś się w niej i był jeszcze bardziej szczęśliwy niż teraz?
-Nie odpuścisz, dopóki się z nią nie umówię, tak?- westchnąłem.
-Yeah, taki mam plan- potwierdził, na co lekko się zaśmiałem. Wyjąłem telefon z tylnej kieszeni moich dżinsów i podałem mu go.
-Wpisz jej numer i spadaj, bo zaczynasz mnie wkurzać.
-Zadzwoń do niej, nie pożałujesz!- powtórzył po raz kolejny, oddając mi telefon.
-Spadaj już Zayn!- zamachnąłem się na niego wolną ręką, co spowodowało jego śmiech i wybiegnięcie z mojego pokoju. Zaśmiałem się pod nosem i spojrzałem na ekran iPhone’a. 
Eleanor Calder- ZADZWOŃ DO NIEJ, TY DUPKU.
Westchnąłem cicho, notując w pamięci obowiązek zabicia Zayna przy najbliższej okazji. 

Wstęp.

Tytuł: Same Mistakes

Autorka: @maxsdream

Główni bohaterowie: Alison i Rose Walker, Louis Tomlinson, Harry Styles.

Bohaterowie drugoplanowi: Nicole McLevis, Eleanor Calder, Nick Grimshaw, Ed Sheeran, Liam Payne, Niall Horan, Zayn Malik i inni.

Gatunek: Dramat obyczajowy.

Czas akcji: Od maja 2012 roku.

Ilość rozdziałów: 10

Zwiastun:
video

wtorek, 26 marca 2013

Rozdział 15.

Ostatni rozdział pierwszej serii!
PS. wywiązuję się z umowy *trochę bardziej niż dumna*
@maxsdream
***
18 kwietnia 2012 roku.

Łup!
Głośny łomot rozniósł się po domu, budząc mnie i podrywając do pozycji siedzącej.
Matko Przenajświętsza, za jakie grzechy?
                Moja głowa… pękała na części pierwsze. Mogłem dokładnie powiedzieć, gdzie przebiega nerw w mózgu, gdzie znajduje się żyła, przez którą przepływa gorąca krew. Nigdy przenigdy nic mnie tak nie bolało, jak głowa tego ranka. Nigdy przenigdy nie miałem takiego kaca.
                Jęknąłem głośno, gdy niebezpiecznie zawirowało mi przed oczami. Podparłem się na rękach i zamknąłem oczy, próbując przekonać swój organizm, że rozpoczęcie dnia od zwymiotowania nie jest najlepszym pomysłem. Powoli podniosłem się z łóżka i lekko zdziwiłem się, widząc, że jestem w pełni ubrany.
                Co działo się wczorajszego wieczora? Kto przyprowadził mnie do łóżka? Z kim wczoraj rozmawiałem?
                Aly. Jedno imię na dłużej zagościło w mojej głowie, gdy ślamazarnym krokiem zszedłem po schodach i przekroczyłem próg kuchni. Hałas, który obudził mnie tego ranka, spowodowany był zbitym talerzem, którego odłamki sprzątała właśnie dziewczyna.
-Hej- wychrypiałem i odchrząknąłem, próbując przywrócić swojemu głosowi normalną barwę.
-O, cześć! Przepraszam za to, wyjmowałam naczynia ze zmywarki i jakoś wyślizgnął mi się z rąk i się zbił, naprawdę cię przepraszam, nie zrobiłam tego specjalnie!- świergot dziewczyny uderzył do moich uszu jak rozpędzona piłka futbolowa. Złapałem się za bolącą głowę i szepnąłem krótkie „ciszej”.  Alison spojrzała na mnie z niezrozumieniem, jednak po chwili powoli pokiwała głową.
-Rozumiem, że ktoś ma kaca?- spytała znacznie ciszej, patrząc na mnie z widocznym współczuciem.
-Strasznego. Większego niż kiedykolwiek przedtem- jęknąłem, siadając na krześle i kładąc głowę na stole.
-Uhh. Zrobię ci mocną kawę, powinna pomóc. Chcesz coś zjeść?
-Aspirynę. Ewentualnie dwie- szepnąłem, nie podnosząc głowy, a dziewczyna cicho się zaśmiała. Po chwili postawiła przede mną kubek z parującą kawą i dwie białe tabletki, które szybko połknąłem.
-Nic nie pamiętam z wczorajszej nocy, co się działo?- spytałem po pewnym czasie, kiedy Alison kontynuowała robienie śniadania dla Rose, z tego co wywnioskowałem po średnio smacznie wyglądającej kaszce, a moje tabletki zaczynały powoli działać.
-Harry mnie odwiózł i zobaczyliśmy ciebie pijanego w ogrodzie, zaprowadziłam cię na górę i zasnąłeś. Tyle, nic głupiego nie zrobiłeś, jeżeli o to chodzi- uśmiechnęła się pocieszająco, jednak podświadomie czułem, że coś ukrywa.
-Na pewno? Nie powiedziałem nic idiotycznego?- spytałem z niedowierzaniem, przełykając kolejny łyk gorącego napoju.
-Nic na tyle idiotycznego, żeby trzeba o tym mówić.
-Okej, wierzę ci na słowo. Pójdę wziąć prysznic, może to mnie trochę otrzeźwi- mruknąłem, podnosząc się z miejsca i odstawiając kubek do zmywarki.
-Sprawdź przy okazji, czy Rose już się obudziła, dobrze?- zawołała za mną dziewczyna, na co mruknąłem coś niezrozumiałego, co pierwotnie miało być potwierdzeniem jej słów.

***

                Kanapa jeszcze nigdy nie była tak wygodna, gdy leżałem z głową na kolanach Alison, bawiącą się moimi włosami. Kilka godzin po przebudzenia ból głowy przestał być tak straszny i pozwolił mi na pełne cieszenie się tą chwilą. Rose miała „popołudniową drzemkę”, więc po domu roznosiły się tylko ciche odgłosy grającego telewizora.
                Zamruczałem niezadowolony, gdy po raz kolejny w ciągu ostatnich kilku minut Alison zabrała swoje palce z moich włosów i robiła coś na telefonie. Dziewczyna zaśmiała się cicho i powróciła do bawienia się moją czupryną, a ja ponownie się odprężyłem.
-Z kim piszesz?- spytałem od niechcenia.
-Z Harrym- odpowiedziała, a mój spokój odszedł w zapomnienie. Podniosłem głowę z jej kolan i spojrzałem na nią.
-Z Harrym? O czym?
-Umawiamy się na spacer- powiedziała, wzruszając ramionami.
-Ah. Jak było wczoraj na randce?
-Dobrze, bardzo dobrze. Świetnie się bawiłam i z pewnością to jeszcze powtórzymy- uśmiechnęła się, nie zauważając mojej reakcji.
-Cudownie, naprawdę cudownie- mruknąłem ironicznie, jednak szybko się opanowałem,  widząc zmarszczone brwi dziewczyny.- Co między wami jest? Przyjaźń, miłość czy co?
-Louis, nie zaczynaj- pokręciła głową, patrząc na mnie z ostrzeżeniem w oczach.
-Przecież nic nie robię, pytam z ciekawości- wywróciłem oczami, udając niewiniątko.
-Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, może wyjdzie z tego coś więcej.
-Kochasz go?- nigdy nie sądziłem, że wypowiem jakiekolwiek słowa z taką trudnością.
 -Odpowiadałam ci na to wcz..- zaczęła dziewczyna, jednak szybko przerwała. Wyglądała tak, jakby powiedziała coś, co miało zostać tylko dla jej wiadomości.
-Wczoraj? O czym wczoraj rozmawialiśmy?- spytałem, patrząc na nią w skupieniu. Alison unikała mojego wzroku, więc złapałem jej brodę i nakierowałem na swoją twarz.- Aly? Czego nie chcesz mi powiedzieć?
-Ugh, Louis! Spytałeś wczoraj, czy kocham Harry’ego i powiedziałam ci, że nie wiem, na co ty odparłeś, że tak czy inaczej mnie kochasz. Nie chcę ci tego przypominać, bo jesteś dla mnie tylko przyjacielem i to, co kiedyś do ciebie czułam… ja tego nie pamiętam, rozumiesz? Nie wiem, czy jesteś dla mnie kimś więcej, nie chcę cię ranić, dając jakieś nadzieje, a Harry… Harry jest dla mnie ważny. Po prostu, przestańmy o tym rozmawiać okej? To jest trudne, naprawdę- wyrzuciła z siebie, dostając jakiegoś słowotoku. Patrzyłem na nią ze zrozumieniem, czując pewnego rodzaju zawód w środku, jednak rozumiałem ją. Sam nie wiedziałbym, jak mam się zachować w takiej sytuacji.
-Nigdy się nie wahałaś?- spytałem po chwili, gdy w mojej głowie pojawiła się pewna myśl.
-Wciąż się waham, Lou. Nie wiem, czy to co robię, jest dobre, czy może jednak popełniam błąd- spojrzała na mnie ze smutkiem w oczach.
-I dlatego ja wciąż walczę i nie przestanę, dopóki nie będziesz w stu procentach pewna- szepnąłem, ujmując jej twarz w dłonie i łącząc nasze wargi.
Oczekiwałem tego, że mnie odepchnie, jednak ona po prostu zamarła i pozwoliła mi na kontynuowanie swoich ruchów. Całowałem usta dziewczyny delikatnie, uważając, żeby niczym jej nie odstraszyć. Po chwili Alison zaczęła oddawać mój pocałunek, rozchylając wargi i pozwalając naszym językom na złączenie się w powolnym tańcu. Przez moje ciało przechodziły dreszcze, gdy pocałunek z każdą sekundą stawał się coraz bardziej namiętny. Dziewczyna wplotła palce w moje włosy, przybliżając nasze twarze jeszcze bardziej, a moje ręce znalazły się na jej biodrach.          
Tęskniłem za dotykiem jej wiecznie zimnych rąk na swojej skórze, za smakiem jej ust na swoich, za specyficznym zapachem kawy i cynamonu, tak bardzo uzależniającym. Kochałem każdy element jej ciała, każdą cechę jej charakteru i każdy fragment jej duszy. Była moim narkotykiem, którego potrzebowałem i nie mogłem odstawić tak po prostu.
Nie przerywając pocałunku popchnąłem dziewczynę na kanapę, opierając ręce po obu stronach jej głowy, pomagając sobie w utrzymaniu równowagi. Widziałem jak błyszczały się jej oczy, czułem rumieńce na swoich policzkach i coraz większe napięcie w brzuchu. Całowałem ją, jakby razem z pocałunkiem miał skończyć się świat, jakby moje życie zależało od tego, jak długo będę czuł jej wargi na swoich. Alison nie miała nic przeciwko, szarpiąc delikatnie moje włosy i przygryzając moją wargę. To było złe i nieodpowiednie, a z drugiej strony tak bardzo pociągające.
DING DONG
Zakląłem cicho, gdy Alison odsunęła się ode mnie i próbowała podnieść się z kanapy. Zsunąłem się z zarumienionej dziewczyny, która  szybko wstała i poprawiając swoją bluzkę poszła otworzyć drzwi.
Jedno słowo, które wypłynęło z jej ust, wprawiło mnie w niemałe zaskoczenie.
-Harry? 
***

Krótkie podsumowanie pierwszej serii: 410 komentarzy, 20920 wejść i 63 członków. KOCHAM WAS. 
Do zobaczenia z nową serią w okolicach czwartku/piątku! :) 

piątek, 22 marca 2013

Rozdział 14.

Zawrzyjmy umowę: jeżeli pod rozdziałami będzie pojawiać się więcej komentarzy, ja kolejne części będę pisać znacznie szybciej, poświęcając na to każdą wolną chwilę. Deal with it?:) 
@maxsdream
***
Noc z 17 na 18 kwietnia 2012 roku. 

                Każda kolejna godzina spędzona samotnie przed telewizorem przypominała mi o tym, o czym nie chciałem myśleć. Odpędzałem niechciane myśli na koniec swojego umysłu, jednak one natrętnie wracały. Wracały z podwójną siłą.
                Harry, Alison, restauracja, randka. To on jest z nią, nie ja.
                Ze złością wstałem z kanapy i zacząłem przemierzać salon w tą i z powrotem. Dopóki bawiłem się z Rose, myśli nie były aż tak uciążliwe, jednak kiedy mała zasnęła powróciły jak natrętne gołębie w parku.
                Skierowałem się do swojej sypialni z myślą, że jeżeli pójdę szybciej spać, to szybciej nastanie poranek i szybciej Alison wróci z tej pieprzonej randki. Położyłem się na łóżku i wbrew moim oczekiwaniom wcale nie zasnąłem. Przekręcałem się z boku na bok, a moja wyobraźnia działała na największych obrotach. Co teraz robią? Jedzą, czy już skończyli? Nadal są w restauracji, czy może już z niej wyszli? Jeżeli wyszli, to gdzie? Poszli do niego? Dotyka jej, przytula, całuje? Robi coś więcej? Robi to, co tylko ja mogłem robić, gdy Aly była moja?
                STOP.
                Z prędkością światła pokonałem odległość ze swojego łóżka do barku w salonie i wyciągnąłem pierwszą lepszą butelkę alkoholu. Chwyciłem jeszcze jeden kieliszek i wyszedłem na taras. Usiadłem na schodkach prowadzących do ogrodu i nalałem pierwszy kieliszek, który chwilę potem wypiłem.
                Spojrzałem w niebo, tak czyste dzisiejszej nocy. Było jasno, wszystko dzięki pełni księżyca, która oświetlała ten ponury świat.
                Kieliszek za kieliszkiem moje życie nabierało barw, świat przestał być smutny, a ja stałem się szczęśliwy.
                Co z tego, że było to chwilowe, a rano miałem obudzić się z potwornym kacem.
                W tamtym momencie byłem szczęśliwy.                            
***
                Cicho zaparkowałem przed domem Louisa i wyłączyłem silnik. Spojrzałem na siedzącą obok mnie dziewczynę, która z uśmiechem na twarzy patrzyła przed siebie. Gdy wyczuła moje spojrzenie zwróciła swój wzrok na mnie i odezwała się:
-Było miło, bardzo miło. Dawno się tak dobrze nie bawiłam.
-Mówisz to z grzeczności, czy jest tak naprawdę?- zapytałem, łagodnie chwytając jej dłoń, leżącą bezwiednie na udach dziewczyny. Obrzuciła ją spojrzeniem i ponownie przemówiła:
-Tak jest naprawdę. Cieszę się, że zaprosiłeś mnie na tą kolację.
-To ja cieszę się, że zgodziłaś się spędzić ze mną czas. To wiele dla mnie znaczy- uśmiechnąłem się czarująco, bawiąc się jej palcami.
-Yeah. To… ja już pójdę- powiedziała cicho, zabierając dłoń z mojego uścisku. Wysiadłem z samochodu i otworzyłem jej drzwi, następnie odprowadzając pod sam dom. Alison zawzięcie szukała czegoś w torebce, a ja biłem się z myślami.
                Pocałować ją i skończyć tą randkę jak należy, czy tylko przytulić i życzyć dobrej nocy? Zachować się fair wobec przyjaciela, czy zrobić to co podpowiada serce? 
                Odpowiedź nadeszła sama, kiedy Aly wyciągnęła klucze z torebki, otworzyła drzwi i ponownie odwróciła się w moją stronę.
-Jeszcze raz dziękuję ci za ten wieczór- jej twarz rozjaśnił uśmiech, gdy przysunęła się do mnie, by dać mi buziaka w policzek. Kiedy była wystarczająco blisko przekręciłem głowę i jej usta trafiły na moje wargi. Czułem, że zamarła, nie wiedząc co zrobić, więc położyłem swoje ręce na jej talii, przyciągając ją do siebie i kontynuowałem pocałunek. Po chwili zaczęła go z zapałem oddawać, a w moim mózgu szalało.
-Aly? To ty?- jęknąłem głośno, gdy dziewczyna szybko przerwała pocałunek, słysząc wołanie. Spojrzałem wrogo w kierunku ogrodu i zamrugałem zaskoczony. Louis siedział na tarasie z butelką jakiegoś alkoholu i był nie mniej, nie więcej a zalany. Podniósł się i chwiejnym krokiem ruszył w naszym kierunku. Alison wyglądała na zniesmaczoną, a ja zaczynałem się gotować w środku ze złości. Pijany idiota zepsuł nasz pierwszy pocałunek.
-Jak wasza wymarzona randka?- wybełkotał niewyraźnie, patrząc na mnie wzrokiem, który w założeniu miał być chyba groźny.
-Byłaby znacznie lepsza, gdyby nie zakończyła się spotkaniem z tobą- warknąłem.
-Harry!- syknęła ostrzegawczo Aly.- Sądzę, że powinieneś już iść. Zadzwonię jutro.
-Tak, jasne. Dobranoc- przysunąłem się i cmoknąłem ją w usta, po czym szybkim krokiem odszedłem w stronę samochodu. Z uśmiechem satysfakcji odpaliłem silnik i odjechałem w kierunku własnego domu.
Tą bitwę wygrałem ja. Wkrótce wygram całą wojnę. Alison będzie moja. 

***

Odprowadziłam Harry’ego wzrokiem, wciąż czują jego usta na swoich. Moje policzki piekły, a w brzuchu grasowało stado motyli. Byłam szczęśliwa, ale jednocześnie zirytowana, że Louis przerwał nam w takim momencie.
Co do Louisa. Chłopak na pierwszy rzut oka był pijany, bardzo pijany i nie kontrolował swoich ruchów.  Zachwiał się niebezpiecznie, opierając się o kolumnę przy drzwiach i spojrzał na mnie mętnym wzrokiem. Westchnęłam głośno, kręcąc głową z politowaniem.
-Zabalowałeś trochę, co?
-Nie wiem, o czym mówisz- wybełkotał. Uśmiechnęłam się ironicznie i wchodząc do domu, chwyciłam go za ramię, gdy potknął się o próg.
-Idziemy do łóżka- zdecydowałam, ciągnąc go przez korytarz.
-Naprawdę?- zatrzymał się i złapał moją rękę, zmuszając mnie do spojrzenia na siebie. Zaśmiałam się lekko, gdy doszło do mnie, o czym pomyślał.
-Idziesz do łóżka spać, a ja idę do swojego.
-Myślałem, że…- zaczął niewyraźnie, jednak szybko mu przerwałam.
-Nie myśl Lou, nigdy nie myśl, kiedy jesteś pijany. No już, chodź, jestem zmęczona- pociągnęłam go mocniej w stronę schodów, po których już po chwili wchodziliśmy.
-Dzięki Aly- mruknął cicho, gdy leżał już w swoim łóżku. Uśmiechnęłam się do niego i odpowiedziałam tylko:
-Zawsze miałeś słabą głowę.
Chłopak już się nie odezwał, więc skierowałam się w stronę wyjścia z pokoju.
-Aly?- westchnęłam cicho, słysząc, że Louis znowu coś chce.
-Tak?
-Kochasz Harry’ego?- spytał, a mnie zamurowało. Nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć, bo dla mnie samej odpowiedź nie była łatwa.
-Nie jestem tego pewna- odpowiedziałam.- Idź spać Lou- ponownie zaczęłam wycofywać się z pokoju.
-Aly?
-Tak Louis?- wiedziałam, że w moim głosie było słychać zirytowanie.
-Ja cię kocham. Nawet jeżeli ty kochasz Harry’ego- powiedział cicho, unosząc się na łokciach i patrząc na mnie.
-Wiem Lou, ale to nie jest takie proste- mruknęłam.- Dobranoc.
-Dobranoc Aly.
                Zamknęłam drzwi i zjechałam po nich, bijąc się z myślami. Louis mnie kochał, troszczył się o mnie i o Rose, która była jego oczkiem w głowie. Czemu nie mogłam po prostu kochać go tak samo mocno, jak on mnie?
                Bo był Harry. Harry, ze swoim czarującym uśmiechem, słodkimi dołeczkami w policzkach, kręconymi włosami i głębokim, zachrypniętym śmiechem. Harry, którego tak przyjemnie się całowało. Harry, którego usta wciąż czułam na swoich. Harry, który opanował moje myśli od kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy.
                Czemu to było takie skomplikowane? 

niedziela, 17 marca 2013

Rozdział 13.

Big love dla komentujących. 
@maxsdream
***
17 kwietnia 2012 roku.

Przenikliwy  gwizd zasygnalizował mi, że woda już się zagotowała, więc z ociąganiem podniosłem się z kanapy i poszedłem zdjąć przeklęty, głośny gwizdek z czajnika. Zalałem herbatę, dolałem mleka i powoli mieszając wyszedłem z kuchni. Wróciłem na swoje poprzednie miejsce i wziąłem pierwszy łyk gorącego napoju. Chwyciłem leżący na stoliku telefon i wpisałem kod odblokowujący. Westchnąłem głośno widząc, że nikt nie zainteresował się moim losem. Przeciągnąłem palcem po ekranie, wybierając tworzenie nowej wiadomości. Bezsensowne patrzenie w puste pole tekstowe niczego mi nie ułatwiło, więc zirytowany cisnąłem iPhone’a z powrotem na stolik. Odstawiłem kubek z herbatą i położyłem się na kanapie.
Było mi źle. Czułem się źle. Była to tylko i wyłącznie moja wina. Gdybym nie spieprzył i nie zaczął wtrącać się w nie swoje sprawy, nadal miałbym przyjaciela i teraz nie umierałbym z nudów i wyrzutów sumienia.
Tradycyjnie, zawsze gdy sobie to uświadamiałem pojawiała się druga strona Harry’ego Stylesa mówiąca, że robiłem dobrze i to Louis przesadzał.
-Pieprzyć to.                                                                                                      
                Pewnym ruchem sięgnąłem po telefon i nie zastanawiając się zbyt długo wpisałem kilka słów.
                Wysłano. Już za późno na zmianę zdania.

***

Włoska restauracja. Ja. Ty. 19:00. Co Ty na to? :) x
Uśmiechnęłam się pod nosem, odczytując wiadomość. Szybko odpisałam potwierdzenie i ześlizgnęłam się z łóżka, po czym wyszłam z pokoju. Z dołu dochodziły odgłosy grającego telewizora oraz śmiech Louisa i Rose, więc zeszłam po schodach i stanęłam przy wejściu do salonu, patrząc na sielankowy obraz.
Louis leżał na dywanie, a Rose siedziała na jego brzuchu i okładała go piąstkami. Chłopak łaskotał ją delikatnie, gdy dziewczynka z rumieńcami na policzkach zanosiła się śmiechem. Uśmiechnęłam się na ten widok i oparłam o ścianę, nadal nie pokazując swojej obecności. Napawałam się radością, jaka z nich wypływała. Cieszyłam się, że nie uległam namowom matki, która odradzała mi wyjechanie i pozwolenie Louisowi na bycie prawdziwym ojcem dla Rose. Chłopak wiedział, co znaczy bycie tatą na pełny etat i świetnie się z tego wywiązywał.
-Stop! Rose, koniec!- zaśmiał się Louis, a dziewczynka z głośnym chichotem nadal okładała go piąstkami.
-Nie tati, jeśće- pisnęła Rosie, a na twarzy Louisa pojawił się największy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałam. Postanowiłam wyjść z ukrycia, odzywając się:
-Tata pobawi się z tobą później, teraz musisz coś zjeść.
-Tak tati?- dziewczynka spojrzała na swojego tatę ze skupioną miną, oczekując potwierdzenia.
-Oczywiście, że się z tobą pobawię, skarbie- cmoknął ją w czółko i podniósł się z podłogi, biorąc Rose na ręce. Nasza córka wtuliła się w niego, chowając twarz w zagłębieniu jego szyi. –Hej przylepo, żeby zjeść musisz się ode mnie odkleić, wiesz?- Lou zaśmiał się cicho, głaszcząc Rosie po pleckach.
-Chodź do mnie, zjesz kaszkę i wrócisz do taty- wtrąciłam się, wyciągając do niej ręce. Dziewczynka spojrzała na mnie i ponownie ukryła się za Louisem. Zmarszczyłam czoło, a chłopak spojrzał na mnie ze zdezorientowaniem.
-Nie chcesz jeść?- spytał, zwracając się do Rose.
-Cie z tobą tati- powiedziała cicho, jednak na tyle głośno, żebym to usłyszała. Poczułam, że moja twarz tężeje, a w środku pojawia się to dziwne uczucie odrzucenia. Zorientowałam się, że Louis na mnie patrzy, więc szybko powiedziałam:
-Jasne, nakarm ją, nie ma sprawy.
-Aly, jeżeli chcesz…- zaczął chłopak, jednak szybko mu przerwałam.
-Rose chce, żebyś to ty ją nakarmił, więc droga wolna, zrób to. Teraz ty jesteś na pierwszym miejscu- mruknęłam, odwracając wzrok. Czułam się odrzucona, to było nowa sytuacja, kiedy Rose wybierała kogoś innego ode mnie. Nie pamiętałam jak było przed wypadkiem, ale czułam, że byłam wtedy dla córki najważniejsza. Teraz wszystko się zmieniło, Louis zajął moje miejsce i wcale nie było mi łatwo się do tego przyzwyczaić.
-Przepraszam Aly- odezwał się Louis, patrząc na mnie ze zrozumieniem.
-Nie ma sprawy, naprawdę. Jesteś jej tatą i masz takie samo prawo do opiekowania się nią jak ja. Po prostu to coś nowego, że wybiera ciebie, a nie mnie i muszę się do tego przyzwyczaić- wyjaśniłam, kierując się do kuchni, by przygotować jedzenie dla małej. Słyszałam, że chłopak ruszył za mną.
-Jeżeli ci to przeszkadza, czy coś..-zaciął się, nie wiedząc co powiedzieć dalej.
-Jesteś jej ojcem Louis. Cieszę się, że Rose cię za niego uznaje i nazywa cię tatą, chociaż nie powiem, byłam zdziwiona, kiedy to usłyszałam. Nie żałuję, że zgodziłam się, żebyś się nią opiekował i jestem ci wdzięczna, że możemy z tobą mieszkać. Po prostu… bądź dla niej jak najlepszy dobrze? Nie doprowadź do tego, żebym kiedykolwiek żałowała, że pozwoliłam Rose się do ciebie przyzwyczaić, że pozwoliłam jej ciebie pokochać.
-Nigdy nie będziesz żałowała, przyrzekam- uśmiechnął się do mnie i podszedł bliżej, przytulając mnie wolnym ramieniem.
            Staliśmy objęci na środku kuchni i to było dobre.
Ja, Louis i Rose.
Mama, tata i córka.

***

-Jak to wychodzisz z Harrym?- powtórzyłem, trzymając łyżeczkę z kaszką Rose w połowie drogi do jej buzi.
-Normalnie, zaprosił mnie na kolację, ja się zgodziłam i wychodzę. Czego nie rozumiesz?- Aly zmarszczyła czoło, patrząc na mnie ze zdezorientowaniem.
-To.. randka?- wycedziłem z trudem. Rose mruknęła niespokojnie, dzięki czemu przypomniałem sobie, że trzymam ją na kolanach i jestem w trakcie karmienia.
-Chyba tak, nie wiem. Może po prostu kolacja przyjaciół- wzruszyła ramionami, wyciągając z lodówki jogurt.
-Ym, okej, jasne.
-Miałeś jakieś plany na wieczór?- spytała zaniepokojona, widząc moją zapewne dziwną minę.
Jasne, że miałem. Chciałem przygotować romantyczną kolację i próbować przekonać cię, że to ja jestem twoim wymarzonym partnerem. Chciałem spędzić ten wieczór, przytulając cię do siebie i okazyjnie całując, rozmawiając o naszej wspólnej przyszłości. Chciałem tak spędzić resztę życia, nie tylko dzisiejszy wieczór.
-Nie, nie miałem żadnych planów- mruknąłem, dając Rose kolejną porcję kaszki.-O której się umówiliście?
-Ma przyjechać po mnie przed dziewiętnastą.
-Dochodzi osiemnasta, nie przygotowujesz się?- spytałem, utrzymując miły ton.
-Oh tak, już idę. To… yeah, idę- nerwowo przygryzła wargę i wyszła z kuchni.
-Mama nie chce taty- szepnąłem do uszka Rosie, wzdychając ze smutkiem. Dziewczynka odwróciła się do mnie i przyłożyła piąstkę do mojego policzka, mówiąc:
-Tati, mój tati.
-Twój słonko, jestem twoim tatą. 

poniedziałek, 11 marca 2013

Rozdział 12.

Najnudniejszy rozdział mojej twórczości. Tylko ostrzegam. :)
@maxsdream
***
16 kwietnia 2012 roku.

                Ciche westchnienie wyrwało się z moich ust, gdy rozglądałam się po swoim mieszkaniu. Lub mieszkaniu, które kiedyś podobno było moje.
-Żal opuszczać, co?- radosny ton głosu Louisa rozbrzmiał zaraz przy moim uchu. Odwróciłam się do chłopaka i wzruszyłam ramionami.
-Nie wiem. Nie pamiętam tego miejsca, to prawie tak, jakbym nigdy w nim nie była.
-Dlatego pomysł, żebyś ze mną mieszkała jest jeszcze lepszy- uśmiechnął się promiennie, biorąc na ręce Rosie, która uwiesiła się jego nogi.
-Chodźmy już, nie chcę tu dłużej przebywać- mruknęłam, chwytając jedną z toreb stojących przy drzwiach. Obrzuciłam ostatnim spojrzeniem mieszkanie i mimowolnie wzięłam do ręki jedno ze zdjęć stojących na półce. Malutka, kilkudniowa Rose w moich ramionach i widoczne przerażenie na mojej twarzy, spowodowało pojawienie się mimowolnego uśmiechu, kiedy zdałam sobie sprawę, że teraz czuję się identycznie. Byłam przerażona tym, co będzie się działo dalej, ale jeżeli poradziłam sobie z noworodkiem, to dam radę też teraz, prawda?
 Z przekonaniem o słuszności swojej decyzji schowałam zdjęcie do torby i wyszłam z mieszkania, zostawiając za sobą przeszłość.

***

-Woow!
Roześmiałem się głośno, słysząc zaskoczony głos dziewczyny. Alison stała w przedpokoju mojego domu i rozglądała się dookoła jak dziecko w Disneylandzie.
-Coś nie tak?
-Pod hasłem „dom” nie wyobrażałam sobie ogromnej willi-jęknęła ze zrezygnowaniem, patrząc na mnie ze zmarszczonym czołem.
-Bez przesady, to nie jest ogromna willa- uśmiechnąłem się, biorąc od niej Rose, która zaczęła się wyrywać.
-A co? Ile to coś ma metrów? Pięćset?
-Trzysta osiemdziesiąt- odpowiedziałem szybko i zaraz ugryzłem się w język. Aly spojrzała na mnie wzrokiem „A nie mówiłam?” i odezwała się:
-Pokażesz nam nasz pokój?
-Jasne! Chodź-ruszyłem w górę po schodach i zatrzymałem się przed jednymi z drzwi.- Tu jest twoja sypialnia, a tam pokój Rose. Moja sypialnia jest tam- wskazałem poszczególne drzwi.
-A łazienka?
-Każdy pokój ma swoją łazienkę wewnątrz- uśmiechnąłem się.
-Okeeej- pokiwała głową z uznaniem, otwierając drzwi od swojej sypialni. Weszła do środka i stanęła zszokowana.-Gdybym wiedziała, że dostanę taki pokój, to nawet chwili bym się nie zastanawiała-jęknęła. Roześmiałem się radośnie, na co usadowiona w moich ramionach Rose spojrzała ze zmarszczonym czółkiem.  
-Mój aniołek chce zobaczyć swój pokój?- zagruchałem do dziewczynki, która uśmiechnęła się do mnie ślicznie. Co z tego, że nie rozumiała, o czym do niej mówię. Ważne, że wiedziała jak zareagować.-Aly, idziesz?- zawołałem do dziewczyny już z korytarza i poczekałem, aż do nas dołączy. Otworzyłem drzwi do pokoju, którego sam przedtem nie widziałem i uśmiechnąłem się z zadowoleniem.
-Kiedy ty to zrobiłeś?- Alison spojrzała na mnie ostro, oczekując wyjaśnień.
-Nie ja. Liam, Niall i Zayn zajęli się pokojem Rose, gdy wrócili tu przedwczoraj- odpowiedziałem, rozglądając się po wnętrzu z uznaniem. Widać było w wystroju rękę Zayna- pomimo tego, że był to pokój dziewczynki, to dominował kolor czerwony, brązowy i beżowy, oraz dużo motywów z paskami.
-Będę musiała im bardzo bardzo długo dziękować- zaśmiała się Aly, podchodząc do łóżeczka, w którym znajdowało się kilkanaście miśków.
-Wykupili chyba cały sklep z zabawkami- roześmiałem się, gdy postawiłem Rose na podłodze, a ta natychmiast podbiegła do poustawianych w różnych miejscach zabawek.
-Podoba ci się?- odezwałem się po chwili obserwowania szczęśliwej Rose, zajętej swoimi nowymi miśkami.
-Oczywiście, że mi się podoba. Dziękuję Louis- dziewczyna nie zastanawiając się nad swoim ruchem, przytuliła się do mnie i cmoknęła w policzek.-Jesteś cudownym ojcem.
-Staram się nim być. Nie mogę stracić was ponownie- uśmiechnąłem się,  przytulając Aly do swojego ciała.

***

                Leżałem rozłożony na kanapie z kobietą swojego życia obok, oglądając powtórki ostatnich odcinków „Przyjaciół” , kątem oka obserwując Rose, bawiącą się swoimi zabawkami w kojcu i czułem się całkowicie spełniony. Mogłem zostać tak na zawsze, nigdy więcej nie wychodząc z domu. Alison zasnęła oparta o moją klatkę jakiś czas temu, więc bez oporów mogłem przyglądać się jej, nie będąc narażonym na komentarze. Było idealnie, tak jak powinno być zawsze. Nie chciałem myśleć o tym, co będzie jutro, jak zareagują fani, kiedy dowiedzą się, że nie mieszkam już sam. Nie dopuszczałem do siebie myśli o reakcji świata, gdy okaże się, że mam prawie półtoraroczną córkę. Żyłem chwilą, liczyło się to, co jest teraz. Alison w moich ramionach, Rose bawiąca się obok. Rodzina.
                Ciszę zakłócaną cichym graniem telewizora i pojedynczymi dźwiękami wydawanymi przez Rose, zakłóciło pukanie do drzwi. Podniosłem się delikatnie, starając się nie obudzić Aly i szurając nogami, poszedłem otworzyć natrętnemu gościowi.
                Uśmiech, który miałem na twarzy natychmiast zniknął, gdy zobaczyłem, kto stoi w progu mojego mieszkania. Automatycznie chciałem zamknąć drzwi, jednak gość był szybszy i zablokował je nogą.
-Nie wydurniaj się Tomlinson- warknął, popychając drzwi w moją stronę i otwierając je. Gówniarz zawsze był silniejszy.
-To naruszanie prywatności i przestrzeni osobistej- syknąłem, zagradzając mu wejście.
-Chcę się spotkać z Alison, chyba mam do tego prawo?
-Hm, pomyślmy. Nie?- zironizowałem, patrząc na niego złowrogo.
-Ona nie jest twoją własnością, zawołaj ją.
-Aly śpi, a nawet jakby nie spała, to bym jej nie zawołał. Jesteś w moim domu Styles, więc wynoś się, dopóki nie zrobię ci krzywdy i nie podczepię tego pod wtargnięcie na teren prywatny- wskazałem ręką drzwi, patrząc na niego jak na debila. –Nie zrozumiałeś którejś z części mojej wypowiedzi?
-Przestań się tak zachowywać Louis. Jesteśmy przyjaciółmi, co się z tobą dzieje?- zmienił ton, skupiając swoją uwagę tylko na mojej osobie. Zaśmiałem się ironicznie i spojrzałem na niego z niedowierzaniem.
-Przestaliśmy być przyjaciółmi mniej więcej wtedy, kiedy zacząłeś podrywać moją dziewczynę. Tak, chyba właśnie wtedy nasza przyjaźń się skończyła- syknąłem i wypchnąłem go za drzwi jednym sprawnym ruchem.
-Zakończymy to wszystko przez dziewczynę?- spytał poważnie.
-Tak Styles. Już to zakończyliśmy- warknąłem i nie czekając na jego odpowiedź, zamknąłem drzwi.
                Oparłem się o nie i zjechałem w dół, chowając twarz w rękach. Harry był dla mnie ważny, bardzo ważny, jednak jedyne co czułem w stosunku do niego teraz, to czysta, niezmącona niczym nienawiść.
                Nienawidziłem Harry’ego Stylesa.