czwartek, 28 marca 2013

Rozdział 1.

Możliwość zadawania pytań postaciom nadal obowiązuje. 
@maxsdream
***
1 maja 2012 roku.

Dwa tygodnie, czternaście dni, trzysta trzydzieści sześć godzin, dwadzieścia tysięcy sto sześćdziesiąt minut.  Właśnie tyle minęło od chwili, która potencjalnie rzecz biorąc, powinna odmienić całe moje życie. Cholerne dwa tygodnie, w ciągu których nic się nie zmieniło, choć powinno. Na upartego można powiedzieć, że te kilka minut tylko wszystko pogorszyło.
Ale wciąż nie żałowałem.
Patrząc teraz na moje życie z boku pewnie nie znalazłaby się osoba, która trafnie określiłaby, czy jestem szczęśliwy, czy wręcz przeciwnie. Trwała trasa koncertowa, a tysiące fanek ponownie mdlało na mój widok. Robiłem to, co zawsze sprawiało mi przyjemność- śpiewałem i bawiłem się na scenie z przyjaciółmi, dostając za to kupę forsy. Wolny czas spędzałem z córką, która po kilku godzinach bez zabawy ze mną, wręcz domagała się mojej obecności. Miałem cudownych przyjaciół, którzy byli przy mnie bez względu na wszystko i nie mieli nic przeciwko kłamaniu, że Rose jest córką naszej stylistki i przyjaciółki- Alison.
I tu kryje się druga strona medalu. Alison, a może lepiej pasowałoby Alison i Harry. Zakochani i szczęśliwi, okazujący swoją miłość na każdym kroku. Nierozłączni. Harry, który przy każdej możliwej okazji pokazywał, że jest zwycięzcą, a ja wielkim przegranym. Alison, która unikała mnie jak ognia i z każdym kolejnym upływającym dniem stawała się coraz bardziej podobna do Harry’ego. Ironiczna, wredna, zawistna i dbająca tylko o swój tyłek. Nie była już tą dziewczyną, którą kochałem. Była klonem Stylesa, który zrobił z niej swoją zabawkę, wykonującą wszystkie jego polecenia. I choć oficjalnie nie byli razem, to wszystkie fanki wiedziały, że są parą i włączyły dziewczynę do ‘rodziny’.
Udawanie Aly, że między nami do niczego nie doszło, już mnie nie bolało. Bolało mnie tylko to, że dziewczyna zmieniła swoje ideały i najważniejszą osobą w jej życiu przestała być Rose, a stał się Harry. Rose była dla niej obowiązkiem, ograniczeniem przed całonocnymi imprezami ze Stylesem.
A Harry? Harry ignorował Rose jak tylko się dało. Dziewczynka dla niego nie istniała. Liczyła się tylko Aly, która stała się jego własnością, a którą Rose mu zabierała. Jedynymi momentami, kiedy dawało się odczuć, że jednak chłopakowi zależy na mojej obecności w jego życiu były te, gdy opiekowałem się Rose, a Alison mogła wyjść z nim na kolejną imprezę.
                Napiętą atmosferę pomiędzy mną, a Harrym zdążyli zauważyć już wszyscy. Pojawiały się różne domysły fanek i osób powszechnie znanych, czemu nie jesteśmy tymi idealnymi przyjaciółmi sprzed urlopu. Oh, określenie czasu, kiedy przestaliśmy być przyjaciółmi było jedyną trafną rzeczą, jaka im się udała. Niektóre domysły bawiły, inne przerażały, ale wszystkie łączyło to, że nikt nie odkrył prawdy. Z czego w sumie się cieszyłem.
-Tati!- piskliwy wrzask rozniósł się po pokoju hotelowym, przerywając moje rozmyślania. Potrząsnąłem głową i spojrzałem na dziewczynkę, stojącą w kojcu i głośno domagającą się mojej uwagi. Podszedłem do niej i wyjąłem z kojca, biorąc na ręce i okręcając w powietrzu. Rosie zapiszczała z uciechy, chwytając w swoje pulchne piąstki moje włosy i delikatnie je szarpiąc. Już po chwili w pokoju słychać było nasze śmiechy i piski mojej córeczki, które zostały przerwane pukaniem do drzwi. Nie puszczając małej otworzyłem je i skinieniem głowy zaprosiłem do środka Zayna. Zmarszczyłem nos, gdy tylko doszedł do mnie zapach dymu tytoniowego i spiorunowałem chłopaka wzrokiem, na co ten tylko wzruszył ramionami.
-Hej szkrabie! Zobacz, co wujek Zayn ma dla ciebie- zagruchał do dziewczynki, wyciągając z kieszeni skórzanej kurki ogromnego lizaka. Rose widząc go od razu zaczęła się wyrywać, wyciągając ręce w stronę Malika, który chętnie wziął ją w objęcia. Pokręciłem z rozbawieniem wzrokiem, obserwując jak dziewczynka praktycznie wyrywa mu słodycz i nieudolnie próbuje ją otworzyć.
-Zaynie otwóś!- zapiszczała, wyciągając rączkę w kierunku chłopaka i patrząc na niego rozkazująco.
-No dalej Zaynie, otwórz- powtórzyłem ze śmiechem. Wciąż bawiło mnie to, jak Rose wymawiała imię Malika i przy każdej możliwej okazji nabijałem się z tego. Zayn zabijając mnie wzrokiem otworzył lizaka i oddał go z powrotem w ręce dziewczynki, która natychmiast zajęła się jego konsumowaniem. Wróciłem do prowizorycznego, hotelowego salonu, a po chwili dołączył do mnie Malik z Rose na rękach. Widziałem, że coś go gryzło, więc przerwałem uciążliwą ciszę.
-Jest jakiś konkretny powód, dla jakiego postanowiłeś mnie odwiedzić, zamiast cieszyć się odpoczynkiem od mojej szanownej osoby?
-Nie. Znaczy tak. Znaczy no, oh cholera!- chłopak popatrzył na mnie zagubionym wzrokiem.
-Stary, o co chodzi?
-Pamiętasz Eleanor, moją koleżankę?- westchnął po chwili.
-Tą modelkę?- zmarszczyłem czoło, próbując dopasować twarz do imienia.
-Wystąpiła w kilku sesjach, taka brunetka.
-No chyba wiem, która to. Co z nią?- spojrzałem na niego podejrzliwie.
-Spotkałem ją dziś przez przypadek, ma jakąś sesję tu, w Nowym Jorku. Rozmowa przez przypadek zeszła na twój temat, no i…- zaciął się, na co uniosłem brew w zaciekawieniu. Nagle włosy Rose stały się strasznie pasjonujące dla Zayna, za co trzepnąłem go w tył głowy.
-No i?
-Poprosiła mnie, żebym cię z nią umówił. To świetna dziewczyna, naprawdę. Warto spróbować Lou!- dokończył, natychmiast zaczynając się bronić.
-Ja… nie jestem do tego przekonany- pokręciłem głową, wiedząc, że moje oczy wyrażają niepewność.
-Eleanor jest naprawdę super laską, nie dość, że jest miła, to jeszcze seksowna. Przynajmniej spróbuj, umów się z nią i po spotkaniu zdecydujesz, co dalej. To jak? –oczy na kota z Shreka zawsze dawały Zaynowi przewagę, jednak tym razem próbowałem walczyć.
-Jestem ojcem, mam ją oszukiwać, że Rose jest córką stylistki, a ja się opiekuję nią dla rozrywki? To idiotyczne..
-Nie musisz nikogo oszukiwać. Jak jej powiesz prawdę, to zostanie to między wami. Zaufaj mi, nie będziesz żałować.
-Nie mogę tak pochopnie postępować, zwłaszcza teraz, gdy ten uroczy szkrab tak szybko się przywiązuje.
-Boże, jesteś taki nudny Tomlinson. Pamiętasz jak wyglądała nasza poprzednia trasa? To było półtora miesiąca temu, a ty zachowujesz się, jakbyś był starszy o kilka, jeżeli nie kilkanaście lat.
-Bo jestem ojcem!
-Ale potrzeby chyba też masz tak!? Alison jest matką i jakoś może kręcić z Harrym!- wydarł się, a ja zesztywniałem.
-Udam, że tego nie słyszałem- syknąłem, wyciągając ręce po córkę. Zayn spojrzał na mnie z niezrozumieniem w oczach, więc dodałem- Jeżeli nie chcesz w ciągu następnych minut być rozszarpanym za ten idiotyczny komentarz to lepiej daj mi ją, żebym się uspokoił.
-Przepraszam, po prostu…- zaczął, przekazując mi Rose, która natychmiast wtuliła się w moją szyję, wciąż jedząc swojego lizaka.
-Nic więcej nie mów. Temat Alison i Harry’ego nie jest czymś, o czym chcę rozmawiać i myślałem, że o tym wiesz.
 -Musisz się rozerwać, ciągłe siedzenie w pokoju hotelowym z Rose nie poprawi twojego samopoczucia- zignorował mój komentarz, wciąż upierając się przy swoim.
-Jak na razie spisuje się o wiele lepiej, niż imprezy. Ale dzięki za troskę- zironizowałem, na co chłopak wywrócił oczami.
-Pamiętasz jak fajnie było, gdy nie miałeś żadnych zobowiązań? Jak po prostu szedłeś do klubu i wyrywałeś laskę, a rano już o niej nie pamiętałeś?- Zayn uparcie próbował bronić swojej teorii.
-Czyli według ciebie powinienem zostawić Rose z opiekunką i iść do klubu, wyrwać laskę, przelecieć ją i znowu być Louisem Tomlinsonem- skurwysynem? Nie mam zamiaru wracać do tego okresu, dużo lepiej odnajduje się w byciu dobrym ojcem dla małej.
-Yhh, nie musisz przelecieć Eleanor i o niej zapomnieć. Możesz po prostu się z nią spotykać, kto wie, czy nie wyszłoby z tego coś więcej? Może zakochałbyś się w niej i był jeszcze bardziej szczęśliwy niż teraz?
-Nie odpuścisz, dopóki się z nią nie umówię, tak?- westchnąłem.
-Yeah, taki mam plan- potwierdził, na co lekko się zaśmiałem. Wyjąłem telefon z tylnej kieszeni moich dżinsów i podałem mu go.
-Wpisz jej numer i spadaj, bo zaczynasz mnie wkurzać.
-Zadzwoń do niej, nie pożałujesz!- powtórzył po raz kolejny, oddając mi telefon.
-Spadaj już Zayn!- zamachnąłem się na niego wolną ręką, co spowodowało jego śmiech i wybiegnięcie z mojego pokoju. Zaśmiałem się pod nosem i spojrzałem na ekran iPhone’a. 
Eleanor Calder- ZADZWOŃ DO NIEJ, TY DUPKU.
Westchnąłem cicho, notując w pamięci obowiązek zabicia Zayna przy najbliższej okazji.