poniedziałek, 11 marca 2013

Rozdział 12.

Najnudniejszy rozdział mojej twórczości. Tylko ostrzegam. :)
@maxsdream
***
16 kwietnia 2012 roku.

                Ciche westchnienie wyrwało się z moich ust, gdy rozglądałam się po swoim mieszkaniu. Lub mieszkaniu, które kiedyś podobno było moje.
-Żal opuszczać, co?- radosny ton głosu Louisa rozbrzmiał zaraz przy moim uchu. Odwróciłam się do chłopaka i wzruszyłam ramionami.
-Nie wiem. Nie pamiętam tego miejsca, to prawie tak, jakbym nigdy w nim nie była.
-Dlatego pomysł, żebyś ze mną mieszkała jest jeszcze lepszy- uśmiechnął się promiennie, biorąc na ręce Rosie, która uwiesiła się jego nogi.
-Chodźmy już, nie chcę tu dłużej przebywać- mruknęłam, chwytając jedną z toreb stojących przy drzwiach. Obrzuciłam ostatnim spojrzeniem mieszkanie i mimowolnie wzięłam do ręki jedno ze zdjęć stojących na półce. Malutka, kilkudniowa Rose w moich ramionach i widoczne przerażenie na mojej twarzy, spowodowało pojawienie się mimowolnego uśmiechu, kiedy zdałam sobie sprawę, że teraz czuję się identycznie. Byłam przerażona tym, co będzie się działo dalej, ale jeżeli poradziłam sobie z noworodkiem, to dam radę też teraz, prawda?
 Z przekonaniem o słuszności swojej decyzji schowałam zdjęcie do torby i wyszłam z mieszkania, zostawiając za sobą przeszłość.

***

-Woow!
Roześmiałem się głośno, słysząc zaskoczony głos dziewczyny. Alison stała w przedpokoju mojego domu i rozglądała się dookoła jak dziecko w Disneylandzie.
-Coś nie tak?
-Pod hasłem „dom” nie wyobrażałam sobie ogromnej willi-jęknęła ze zrezygnowaniem, patrząc na mnie ze zmarszczonym czołem.
-Bez przesady, to nie jest ogromna willa- uśmiechnąłem się, biorąc od niej Rose, która zaczęła się wyrywać.
-A co? Ile to coś ma metrów? Pięćset?
-Trzysta osiemdziesiąt- odpowiedziałem szybko i zaraz ugryzłem się w język. Aly spojrzała na mnie wzrokiem „A nie mówiłam?” i odezwała się:
-Pokażesz nam nasz pokój?
-Jasne! Chodź-ruszyłem w górę po schodach i zatrzymałem się przed jednymi z drzwi.- Tu jest twoja sypialnia, a tam pokój Rose. Moja sypialnia jest tam- wskazałem poszczególne drzwi.
-A łazienka?
-Każdy pokój ma swoją łazienkę wewnątrz- uśmiechnąłem się.
-Okeeej- pokiwała głową z uznaniem, otwierając drzwi od swojej sypialni. Weszła do środka i stanęła zszokowana.-Gdybym wiedziała, że dostanę taki pokój, to nawet chwili bym się nie zastanawiała-jęknęła. Roześmiałem się radośnie, na co usadowiona w moich ramionach Rose spojrzała ze zmarszczonym czółkiem.  
-Mój aniołek chce zobaczyć swój pokój?- zagruchałem do dziewczynki, która uśmiechnęła się do mnie ślicznie. Co z tego, że nie rozumiała, o czym do niej mówię. Ważne, że wiedziała jak zareagować.-Aly, idziesz?- zawołałem do dziewczyny już z korytarza i poczekałem, aż do nas dołączy. Otworzyłem drzwi do pokoju, którego sam przedtem nie widziałem i uśmiechnąłem się z zadowoleniem.
-Kiedy ty to zrobiłeś?- Alison spojrzała na mnie ostro, oczekując wyjaśnień.
-Nie ja. Liam, Niall i Zayn zajęli się pokojem Rose, gdy wrócili tu przedwczoraj- odpowiedziałem, rozglądając się po wnętrzu z uznaniem. Widać było w wystroju rękę Zayna- pomimo tego, że był to pokój dziewczynki, to dominował kolor czerwony, brązowy i beżowy, oraz dużo motywów z paskami.
-Będę musiała im bardzo bardzo długo dziękować- zaśmiała się Aly, podchodząc do łóżeczka, w którym znajdowało się kilkanaście miśków.
-Wykupili chyba cały sklep z zabawkami- roześmiałem się, gdy postawiłem Rose na podłodze, a ta natychmiast podbiegła do poustawianych w różnych miejscach zabawek.
-Podoba ci się?- odezwałem się po chwili obserwowania szczęśliwej Rose, zajętej swoimi nowymi miśkami.
-Oczywiście, że mi się podoba. Dziękuję Louis- dziewczyna nie zastanawiając się nad swoim ruchem, przytuliła się do mnie i cmoknęła w policzek.-Jesteś cudownym ojcem.
-Staram się nim być. Nie mogę stracić was ponownie- uśmiechnąłem się,  przytulając Aly do swojego ciała.

***

                Leżałem rozłożony na kanapie z kobietą swojego życia obok, oglądając powtórki ostatnich odcinków „Przyjaciół” , kątem oka obserwując Rose, bawiącą się swoimi zabawkami w kojcu i czułem się całkowicie spełniony. Mogłem zostać tak na zawsze, nigdy więcej nie wychodząc z domu. Alison zasnęła oparta o moją klatkę jakiś czas temu, więc bez oporów mogłem przyglądać się jej, nie będąc narażonym na komentarze. Było idealnie, tak jak powinno być zawsze. Nie chciałem myśleć o tym, co będzie jutro, jak zareagują fani, kiedy dowiedzą się, że nie mieszkam już sam. Nie dopuszczałem do siebie myśli o reakcji świata, gdy okaże się, że mam prawie półtoraroczną córkę. Żyłem chwilą, liczyło się to, co jest teraz. Alison w moich ramionach, Rose bawiąca się obok. Rodzina.
                Ciszę zakłócaną cichym graniem telewizora i pojedynczymi dźwiękami wydawanymi przez Rose, zakłóciło pukanie do drzwi. Podniosłem się delikatnie, starając się nie obudzić Aly i szurając nogami, poszedłem otworzyć natrętnemu gościowi.
                Uśmiech, który miałem na twarzy natychmiast zniknął, gdy zobaczyłem, kto stoi w progu mojego mieszkania. Automatycznie chciałem zamknąć drzwi, jednak gość był szybszy i zablokował je nogą.
-Nie wydurniaj się Tomlinson- warknął, popychając drzwi w moją stronę i otwierając je. Gówniarz zawsze był silniejszy.
-To naruszanie prywatności i przestrzeni osobistej- syknąłem, zagradzając mu wejście.
-Chcę się spotkać z Alison, chyba mam do tego prawo?
-Hm, pomyślmy. Nie?- zironizowałem, patrząc na niego złowrogo.
-Ona nie jest twoją własnością, zawołaj ją.
-Aly śpi, a nawet jakby nie spała, to bym jej nie zawołał. Jesteś w moim domu Styles, więc wynoś się, dopóki nie zrobię ci krzywdy i nie podczepię tego pod wtargnięcie na teren prywatny- wskazałem ręką drzwi, patrząc na niego jak na debila. –Nie zrozumiałeś którejś z części mojej wypowiedzi?
-Przestań się tak zachowywać Louis. Jesteśmy przyjaciółmi, co się z tobą dzieje?- zmienił ton, skupiając swoją uwagę tylko na mojej osobie. Zaśmiałem się ironicznie i spojrzałem na niego z niedowierzaniem.
-Przestaliśmy być przyjaciółmi mniej więcej wtedy, kiedy zacząłeś podrywać moją dziewczynę. Tak, chyba właśnie wtedy nasza przyjaźń się skończyła- syknąłem i wypchnąłem go za drzwi jednym sprawnym ruchem.
-Zakończymy to wszystko przez dziewczynę?- spytał poważnie.
-Tak Styles. Już to zakończyliśmy- warknąłem i nie czekając na jego odpowiedź, zamknąłem drzwi.
                Oparłem się o nie i zjechałem w dół, chowając twarz w rękach. Harry był dla mnie ważny, bardzo ważny, jednak jedyne co czułem w stosunku do niego teraz, to czysta, niezmącona niczym nienawiść.
                Nienawidziłem Harry’ego Stylesa.