Pytania do postaci już są, zapraszam tu. :)
@maxsdream
***
5 kwietnia 2012 roku.
Kubek z parującą herbatą
przyjemnie ogrzewał moje dłonie. Nieobecnym wzrokiem patrzyłem przed siebie,
siedząc na tarasie mojego rodzinnego domu. Marzłem, dochodziła dopiero szósta
rano, jednak nie potrafiłem zmusić siebie do powrotu do domu. Tu byłem w moim azylu, moja rodzina wiedziała, że gdy
siedzę w tym miejscu sam, po prostu muszę pomyśleć.
Było mi źle, cholernie źle. Byłem
wykończony, jednak pomimo tego, że przesiedziałem tu całą noc, nie chciało mi
się spać. Bezsilność, która ogarnęła mnie po rozmowie z Nicole połączyła się ze
złością, zwykłą złością spowodowaną niewiedzą. Byłem wściekły i zrozpaczony, że
przez tak długi czas nie miałem pojęcia o sprawach najważniejszych w moim
życiu.
Te same pytania wciąż odbijały
się w moim mózgu jak piłeczka ping-pongowa w posiadaniu mistrzów. Czemu Alison
nie powiedziała mi o ciąży? Czemu nie przyznała się, że to ja jestem ojcem
Rose? Czemu mnie oszukiwała? Czemu mnie unikała i zbywała półsłówkami?
Odpowiedź była prosta i sama się nasuwała.
Bo ją zostawiłem dla
pieprzonej kariery.
W bezsilności ukryłem twarz w
dłoniach i cicho załkałem. Wszystko, każdy jeden element ja zniszczyłem. Gdybym
tylko ją wysłuchał, gdybym nie był zapatrzony w karierę, kasę i popularność,
miałbym kochającą rodzinę i byłbym szczęśliwy. Teraz nie jestem szczęśliwy.
Ironia losu? Jestem sławny, bogaty, mam cudownych przyjaciół i miliony fanek,
które dałyby się za mnie zabić, a wciąż czuję, że czegoś brakuje w moim życiu.
Brakuje Alison. Alison, która
mnie kochała. Alison, która była przy mnie zawsze. Alison, która doradziła mi
pójście do X Factora. Alison, która jest matką mojego dziecka.
Alison, którą
zostawiłem, wybierając karierę.
Jestem skończonym idiotą.
-Lou? Louis, chodź do domu- usłyszałem ciepły głos matki i
powoli przeniosłem na nią wzrok. –Płakałeś? Boo, co się stało?
-Wszystko spieprzyłem mamo- szepnąłem, czując nowy zapas
łez.
-Nie mów tak, na pewno nic nie spieprzyłeś. Powiedz mi, co
się dzieje- usiadła obok mnie i objęła ramieniem. Wtuliłem się w nią jak
kilkuletnie dziecko.
-Jestem zapatrzonym w siebie egoistą. Nic nie wartym,
zapatrzonym w siebie egoistą- mruknąłem w szyję swojej mamy.
-O czym ty mówisz?- spytała cicho i spokojnie, gładząc moje
plecy.
-To ja jestem ojcem córki Alison.
-To ja jestem ojcem córki Alison.
-Co?- słyszałem zaskoczenie w jej głosie.
-Nicole mi powiedziała. Aly próbowała mi o tym powiedzieć
tego dnia, kiedy z nią zerwałem. Mamo, wszystko spieprzyłem.
-Co chcesz teraz zrobić?
-Alison mnie nienawidzi, a przynajmniej nie chce mnie znać.
Nie powiedziała mi o tym, pomimo tego, że pytałem-odpowiedziałem jej, odsuwając
się z jej bezpiecznych ramion.-Wracam do Londynu.
-Co?!- mama wykrzyknęła cicho. Widziałem, że nie tego się
spodziewała.-Nie możesz teraz wyjechać! Uciekniesz po raz drugi?
-Gdyby Aly chciała, żebym był w życiu Rose, to powiedziałaby
mi, że to ja jestem ojcem. Wyjeżdżam, bo nie wiem, czy wytrzymam w milczeniu
przez ten czas.
-Nadal ją kochasz-pomimo tego, że miało być to pytanie,
wyszło zdecydowanie oznajmująco. Prychnąłem cicho i odpowiedziałem:
-Nigdy nie przestałem jej kochać, mamo.
-Więc walcz- chwyciła twarz w
swoje dłonie i zmusiła mnie do spojrzenia jej prosto w oczy.- Nie uciekaj,
Louis.
Delikatnie zapukałem do drzwi
mieszkania Alison. Po chwili usłyszałem głośny pisk i kroki, a drzwi się
otworzyły.
-Louis? –zdziwienie na twarzy Aly byłoby całkiem zabawne,
gdybym sam nie wyglądał jeszcze bardziej idiotycznie.
-Hej. Mówiłaś, że mogę was odwiedzić czasami, więc jestem?-
powiedziałem niepewnie, będąc zapatrzonym w dziecko, przytulające się do nogi
Alison.
-Ymm, tak… jasne. Wchodź- schyliła się i wzięła Rose na ręce, wpuszczając mnie do
środka.-Przepraszam za bałagan, nie spodziewałam się ciebie tutaj- uśmiechnęła
się niepewnie, wskazując na salon.
-Nie ma sprawy, naprawdę. U mnie w mieszkaniu też stale jest
bałagan- zaśmiałem się nerwowo.
-Taak… Napijesz się czegoś?- włożyła naszą córkę do kojca i
spojrzała na mnie pytająco.
-Nie, nie rób sobie problemu. W zasadzie to chciałem
pogadać- mruknąłem, coraz bardziej zdenerwowany.
-Pogadać? O czym?- spytała zdezorientowana Alison.
-O Rose- odezwałem się po dłuższej chwili.
-Oh.
-Taak. Czemu nie chciałaś mi powiedzieć, że Rose jest moją
córką?- spytałem, siląc się na opanowanie głosu.
-Rose jest twoją córką tylko z biologicznego punktu
widzenia. Nic was nie łączy, ona cię nie zna i gdy twoje wakacje się skończą
wyjedziesz, a Rose znowu będzie miała tylko mamę. Chciałam tego uniknąć i
dlatego nie powiedziałam ci prawdy- dziewczyna spojrzała na mnie złowrogo.
-Gdybyś powiedziała mi wtedy…
-Kiedy mnie rzuciłeś? Wiesz, to chyba nie był dobry pomysł-
syknęła, przerywając mi.
-Zostałbym z wami! Nigdy nie wybrałbym kariery wiedząc, że
tu mam dziecko!
-To żałosne Louis. Potem do końca życia wypominałbyś mi, że
przez nas nie zrobiłeś swojej wielkiej kariery.
-Nie prawda- zaprzeczyłem.
-Prawda. Zawsze marzyłeś o sławie, pieniądzach i fankach
szalejących za tobą. Teraz to masz, więc z łaski swojej nie wtrącaj się w nasze
życie. Radzimy sobie bez ciebie- warknęła.
-Chcę uczestniczyć w życiu Rose- powiedziałem spokojnie po
dłuższej chwili.
-Nie ma mowy. Moja córka nie będzie miała ojca tylko wtedy,
kiedy on wróci z trasy koncertowej. Ile czasu w roku jesteś jej w stanie
poświęcić? Dwa tygodnie? Trzy?
-Postaram się…
-Nie Louis, nie postarasz się. Kariera była ważniejsza od
nas, więc niech będzie ważniejsza już zawsze. Zapomnij o tym, że masz córkę.
Rose nie będzie cię znała jako ojca, jej tata nie żyje.
-Alison nie możesz mi tego zrobić- jęknąłem bezsilnie.
-Mogę i zrobię.
-Wciąż cię kocham i chcę być z tobą i Rosie!
-Skończ. Zerwałeś ze mną, wybrałeś karierę. Nie było cię
podczas ciąży, kiedy bałam się, że jej nie donoszę. Nie było cię, kiedy Rose
się urodziła, kiedy nie spałam kilka dni pod rząd, bo miała kolki i chorowała.
Nie było cię, kiedy gorączkowała, bo wyrastały jej pierwsze ząbki. Nie było
cię, kiedy zaczynała mówić pierwsze słowa. Nie było cię, kiedy stawiała
pierwsze kroki. Nie było cię, kiedy i Rose i ja potrzebowałyśmy osoby, która by
nam pomogła. Nie było cię przez cholerne dwa lata, więc przestań mi mówić, ze
chcesz z nami być!- krzyknęła, a reakcja Rose była natychmiastowa. Zaczęła
cicho płakać, z każdą chwilą coraz głośniej i dopiero gdy Alison wzięła ją na
ręce, powoli się uspokajała.
Czułem się podle, bo wszystko to,
co powiedziała Aly, było prawdą. Nie było mnie w najważniejszych chwilach życia
mojej córki i nie było mnie, kiedy moja ukochana mnie potrzebowała.
Do mojej głowy przychodziło jedyne prawidłowe rozwiązanie.
-Jeszcze dzisiaj wyjadę do Londynu i więcej nie pojawię się
w waszym życiu- powiedziałem cicho, ale pewnie, natychmiastowo zwracając uwagę
Alison na siebie.
-Co?
-Faktycznie, zawaliłem w każdej możliwej sytuacji. Alison,
zniknę z waszego życia, ale chcę tylko usłyszeć, że mnie nie kochasz i nie
potrzebujesz.
-Nigdy nie przestałam cię kochać i zawsze cię będę
potrzebować- szepnęła, przytulając do siebie naszą córkę. Serce we mnie rosło,
kiedy to usłyszałem. –Ale to nic nie zmienia Louis. Zniszczyłeś wszystko,
zraniłeś mnie i nie potrafię ci drugi raz zaufać.
-Daj mi szansę, proszę-podszedłem do niej i chwyciłem jej
wolną rękę.-Kocham cię Alison i zrobię wszystko, żebyś znów mi zaufała.
-To nie jest takie proste.
-Dam ci czas. Dam ci tyle czasu ile będziesz chciała. Po
prostu, daj mi szansę- widziałem, że dziewczyna była coraz bliżej przełamania
się.- Zrób to dla Rose. Dla nas.
-Wyjedź. Zrób to, co obiecałeś i wyjedź- odezwała się po
chwili, zabierając swoją dłoń z mojej.
-Oczywiście. Mogę ją potrzymać przez chwilę?- spojrzałem na
Rose.
-Jesteś jej ojcem- podała mi moją córkę, uśmiechając się
lekko. To uczucie, które mnie ogarnęło w tamtej chwili było niesamowite. Czułem
się przegranym, ale też i zwycięzcą. Wiedziałem, że zrobię wszystko, by zdobyć
zaufanie Alison.
Piętnaście minut później, kiedy
Aly musiała wychodzić do pracy, a do Rose przychodziła opiekunka, nadszedł czas
pożegnania.
-Mogę kartkę i długopis?- spytałem dziewczyny, która ze
zdezorientowaniem podała mi te rzeczy. Szybko napisałem na kartce kilka słów i
podałem Alison. –To mój adres w Londynie i numer. Dzwoń, pisz, przyjeżdżaj,
kiedy tylko będziesz chciała. Mieszkam sam i mam nadzieję, że wkrótce ze mną
zamieszkacie.
-Louis…
-Kocham cię Aly- zrobiłem jeden długi krok i pewnie
pocałowałem dziewczynę, w której wciąż byłem szaleńczo zakochany. Alison na
początku stała jak zamurowana, jednak szybko zaczęła oddawać pocałunek. Nic, co
piękne nie trwa wiecznie i gdy tylko przejechałem językiem po jej wargach,
odsunęła się ode mnie jak oparzona.
-Idź już- powiedziała cicho, praktycznie wypychając mnie za
drzwi.
-Przepraszam!- zawołałem jeszcze, jednak odpowiedział mi
tylko trzask zamykanych drzwi.